![]() |
Wtedy postawiłam sobie kolejny cel, aby przebiec ten upragniony królewski dystans.
Skorzystałam w tym celu z programu treningowego aplikacji na telefon
Nike+ Running. Program trwał 24 tygodnie, zaczynał się 11. kwietnia, a
kończył biegiem na 42,195 km w dniu 25. września. Aplikacja
wybrała mi trening dla zaawansowanych, jednak ja wolałam wybrać ten
trwający dłużej, z łagodnym zwiększaniem kilometrażu. Stosowałam się do
treningów bardzo sumiennie, jednak z uwagi na liczne delegacje służbowe przebiegłam mniejszą niż ustaloną liczbę kilometrów (650 km z
ustalonych 1 100 km). Takie przygotowanie i tak zaowocowało sukcesem, jednak o tym za
chwilę. Poza treningiem bardzo ważne było utrzymywanie odpowiedniej diety oraz nawadnianie.
![]() |
| Fot. Program treningowy aplikacji Nike+ Running oraz nadanie maratońskiego numeru startowego... |
Jednak bieg zbliżał się nieubłaganie... Trzy i dwa tygodnie przed maratonem zrobiłam większe wybiegania, co trochę osłabiło moje siły. Czułam się zmęczona. Nie było lekko z tą świadomością, a przecież start w biegu już opłacony. Ogarnął mnie stres i tysiące myśli, czy aby na pewno jestem do niego przygotowana. Zaczęłam czytać poradniki, co należy zrobić na kilka tygodni przed maratonem. Nie jadłam fast foodów. Zero alkoholu. Żadnego papierosa.
Jedynie na 3-4 dni przed maratonem zastosowałam technikę ładowania węglowodanów. Jadłam wtedy mnóstwo kasz, wafli ryżowych. Zadania na chwilę przed maratonem są bardzo ważne i wymagają osobnego posta, który też zostanie opublikowany w najbliższym czasie :)
![]() |
| Fot. Identyfikator wolontariuszki Dominiki. |
Expo
Oprócz biegu, zaangażowałam się również w pracę wolontariacką dla Fundacji Maraton Warszawski. Piątek (2 dni przed biegiem) spędziłam zatem w biurze zawodów, odbywając 9-godzinną pracę. Ja wydawałam pakiety na bieg "na piątkę", mój pakiet na Maraton wydał mi inny wolontariusz, a zatem na chwilę przeszłam na drugą stronę mocy. Pakiet zawierał numer startowy,chip mocowany do buta, koszulkę, zniżki i ulotki, napój izotoniczny 4MOVE oraz informator.
Na hali targowej udałam się również na stanowisko adidas i odszukałam swoje zdjęcie w ramach konkursu #whyirunwarsaw, dostałam wydrukowane zdjęcie
oraz Baton Warszawski, który był nota bene bardzo dobry.
W końcu nadszedł ten dzień...
Zjadłam śniadanie, zaledwie 2 kromki chleba z masłem i dżemem oraz herbatę. Ponoć nieważne co, ale śniadanie zjeść trzeba. Pojechałam na miejsce startu, które znajdowało się na Krakowskim Przedmieściu. W autobusie którym jechałam, zobaczyłam dwóch biegaczy, maratończyków, na widok których żołądek mi się ścisnął. Byli to mężczyźni bardzo wysportowani, dla których zakładam, iż nie był to pierwszy maraton. Po dotarciu na linię startu,
ustawiłam się z
pacemakerami na czas czterech godzin.
![]() |
| Fot. Ten uśmiech wskazuje na fakt, iż jeszcze nie zdaję sobie sprawy, co mnie czeka. Zdjęcie przed linią startu. |
I ruszyliśmy.
Najpierw wystartowali biegacze walczący o
szybszy czas. Powoli przesuwaliśmy się do przodu, do bramki
odliczającej czas, czas który dłużył się i nieubłaganie uciekał zarazem.
Czas, z którym zaczęła się bitwa.
Starałam się cieszyć każdym kilometrem. I tak przecież będzie życiówka. Dlatego uwielbiam debiuty. Piękny doping w Łazienkach Królewskich, już po 20. kilometrze, uskrzydlił mnie. Odliczałam kilometry do kolejnych punktów nawadniania/odżywiania. Do 30. kilometra jeszcze nie bolało, po nim już czułam stawy, mięśnie, kręgosłup. To nic. Nie zatrzymywałam się. Liczyłam osoby, które już szły, podczas gdy ja biegłam dalej.
Czułam się niczym Forrest Gump.
Po drodze spotkałam również drużynę Spartan. Jak zwykle nie zawiedli.
I tak po 4 godzinach, 20 minutach i 18 sekundach...
dobiegłam do mety. Jednak jeszcze w to nie wierzę. Nawet, gdy jedna z wolontariuszek zakłada mi na szyję medal i mówi, że dobrze wyglądam.
Nie bez przyczyny podkreślam słowo ,,dobiegam". Zrobiłam to z 480. miejscem w kategorii Open, a 106. w kategorii K20. Po przekroczeniu mety ktoś na mnie czekał. Trudno opisać słowami, jak cudnie było podzielić się tym szczęściem. Przebiegnięcie maratonu to niesamowite emocje i ogromny zastrzyk endorfin. Jestem pewna, że zapamiętam mój pierwszy maraton do końca życia. Przygotowania do maratonu trwają miesiącami lub latami - jest to długoterminowy, zaplanowany projekt. Jednak jeżeli biegasz, warto się tego podjąć, przede wszystkim dla siebie.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz